●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
25 października 2012
Tate Modern
Wypocił:
~M
labels:
fotoreportaż,
Londyn,
podróż,
Tate Modern,
Wielka Brytania,
zdjęcia
Jedno z najciekawszych miejsc w Londynie. Mój osobisty początek listy priorytetów. Warto tam się pojawić choćby tylko po to, aby wejść na chwilę do holu Galerii. Nie bez znaczenia jest również fakt, że do Galerii prowadzi znany i ciekawy Millenium Bridge.
15 października 2012
23 września 2012
Zimowa letniość Londynu
Wypocił:
~M
labels:
fotocruising,
fotoreportaż,
Londyn,
podróż,
reportaż,
Trafalgar Square,
Wielka Brytania
Specyfiką wyspiarstwa jest zupełnie inny klimat. Piękne słońce przebijające się ze standardowej chmurzastej czapki od czasu do czasu ocieplało klimat do zawrotnych kilkunastu stopni. Stąd czasami zdjęcia kojarzą się bardziej z wakacyjną labą niż styczniowymi obowiązkami.
Covent Garden
Trafalgar Square

Pozwoliłem sobie pominąć co bardziej standardowe ujęcia Trafalgar Square.
Pozwoliłem sobie pominąć co bardziej standardowe ujęcia Trafalgar Square.
13 czerwca 2012
193 steps
Wypocił:
~M
labels:
fotocruising,
fotoreportaż,
Londyn,
metro,
podróż,
Wielka Brytania,
zdjęcia
12 marca 2012
Londyn - dzień drugi
Wypocił:
~M
labels:
fotoreportaż,
Londyn,
podróż,
reportaż,
Wielka Brytania
Kolejny dzień w Londynie rozpoczął się od zwiedzania bardziej-oczywistych-się-nie-dało miejsc. Start oczywiście pod pałacem królowej, która była na miejscu, ale nie mieliśmy czasu skorzystać z zaproszenia na herbatę. No i kto pija herbatę tak wcześnie rano? Ech, ci Anglicy. :) Naszej uwadze nie mogła ujść oczywiście bardzo ładna pogoda i słoneczny dzień. Rozpieszczający klasycznego nie-emigranta styczniową pogodą Londyn sprzyjał motywacji do dwunożnego zwiedzania miasta.


Oczywiście klimatyczne londyńskie zaułki także musiały doczekać się choćby jednej fotografii. Tutaj okolice parlamentu, przy którym spotkaliśmy grupkę strajkujących.

Poza tym przyszedł czas na kilka klasycznych czarno-białych i kolorowych ujęć miasta.




Kolejno nasze kroki zmierzały na plac Trafalgar. Zaczęło się robić pochmurno.


Na zakończenie spaceru. Picadilly Circus, którego nazwę wreszcie nauczyłem się literować. Mój komentarz dotyczący tego miejsca jasno określał, że najciekawsze tutaj są billboardy ledowe, co jak się okazało, wcale nie było samotnym stwierdzeniem. Na pewno ciekawie się je fotografuje.

Oczywiście klimatyczne londyńskie zaułki także musiały doczekać się choćby jednej fotografii. Tutaj okolice parlamentu, przy którym spotkaliśmy grupkę strajkujących.
Poza tym przyszedł czas na kilka klasycznych czarno-białych i kolorowych ujęć miasta.
Kolejno nasze kroki zmierzały na plac Trafalgar. Zaczęło się robić pochmurno.
Na zakończenie spaceru. Picadilly Circus, którego nazwę wreszcie nauczyłem się literować. Mój komentarz dotyczący tego miejsca jasno określał, że najciekawsze tutaj są billboardy ledowe, co jak się okazało, wcale nie było samotnym stwierdzeniem. Na pewno ciekawie się je fotografuje.
9 marca 2012
Londyn - pierwsze spojrzenie
Wypocił:
~M
labels:
fotoreportaż,
Londyn,
podróż,
reportaż,
Wielka Brytania
Właściwie to drugie moje spojrzenie na to miasto, ale w związku z tym, że pierwsze było jakieś 10 lat temu, można powiedzieć, że oko jest na tyle świeże, że widzi wszystko po raz pierwszy. Prawie.
Dzisiaj kilka zdjęć na rozgrzewkę. Czyli chmury od niewłaściwej strony i Camden Market, który w jednym miejscu przypomina Holandię, w innym Azję a w jeszcze innym hippisowską dzielnicę. Bardzo kolorowo, pachnąco i tłumnie. Niestety, smaki już europejskie, przynajmniej w miejscu gdzie próbowałem azjatyckiego jedzenia.
Pierwsze spojrzenie na królewską ziemię.
Ten fragment londyńczycy ukradli chyba z Amsterdamu :)
Dzisiaj kilka zdjęć na rozgrzewkę. Czyli chmury od niewłaściwej strony i Camden Market, który w jednym miejscu przypomina Holandię, w innym Azję a w jeszcze innym hippisowską dzielnicę. Bardzo kolorowo, pachnąco i tłumnie. Niestety, smaki już europejskie, przynajmniej w miejscu gdzie próbowałem azjatyckiego jedzenia.
Pierwsze spojrzenie na królewską ziemię.
Ten fragment londyńczycy ukradli chyba z Amsterdamu :)
13 września 2011
Husycki Bozkov
Wypocił:
~M
labels:
Bozkov,
Czechy,
fotoreportaż,
podróż,
zdjęcia
Wraz z nowym panelem sterowania blogspot.com warto przetestować i zamieścić nową notkę.
Dzisiaj trochę zdjęć z czeskiego Bozkova. Miejscowość istniejąca od co najmniej XIV wieku to typowa miejscowość dla turystów szukających ciszy i spokoju. Położona dosyć daleko od głównych dróg w miejscu do którego trudno trafić leży równocześnie w samym centrum Czeskiego Raju. Blisko stąd do szlaków turystycznych Karkonoszy, ale przede wszystkim do Gór Izerskich.


Widok z wieży kościoła.


Budynek przy dolnej części kadru to husycki zbór.

Gdy schodziliśmy z wieży, trafiliśmy akurat na godzinę bicia dzwonów. Było głośno.

Ciekawe wnętrza starej kościelnej wieży inspirują. Nie tylko fotograficznie.



W Bozkovie znajduje się cudowne źródełko. Trudno do niego trafić. Niech to zdjęcie będzie pomocą. Schodzimy od kościoła drogą po prawej, następnie skręcamy w prawo prawie o 180 stopni i dochodzimy do miejsca widocznego na ostatnim zdjęciu.

Dzisiaj trochę zdjęć z czeskiego Bozkova. Miejscowość istniejąca od co najmniej XIV wieku to typowa miejscowość dla turystów szukających ciszy i spokoju. Położona dosyć daleko od głównych dróg w miejscu do którego trudno trafić leży równocześnie w samym centrum Czeskiego Raju. Blisko stąd do szlaków turystycznych Karkonoszy, ale przede wszystkim do Gór Izerskich.
Widok z wieży kościoła.
Budynek przy dolnej części kadru to husycki zbór.
Gdy schodziliśmy z wieży, trafiliśmy akurat na godzinę bicia dzwonów. Było głośno.
Ciekawe wnętrza starej kościelnej wieży inspirują. Nie tylko fotograficznie.
W Bozkovie znajduje się cudowne źródełko. Trudno do niego trafić. Niech to zdjęcie będzie pomocą. Schodzimy od kościoła drogą po prawej, następnie skręcamy w prawo prawie o 180 stopni i dochodzimy do miejsca widocznego na ostatnim zdjęciu.
9 sierpnia 2011
Split by Night
Aby tytułowi bloga stała się zadość, dzisiaj zapraszamy na krótki spacer po wieczornych i nocnych zakamarkach Splitu. Podróż rozpoczynamy w tym samym miejscu, w którym poprzednia dobiegła końca - na splickiej promenadzie.

Motorówką do brzegu dobiła grupa przyjaciół, którzy po wyjściu na nabrzeże, ubrali buty i zniknęli w nocnym gwarze klubów i barów.

Pięknie oświetlona, zmoczona deszczem promenada to idealne miejsce na reportażowe, nocne ujęcia Splitu.

Przy promenadzie znajduje się potężna makieta centrum miasta. Dobrze jest rozeznać się na niej w rozlokowaniu uliczek i zakamarków.

Jak widać targ działa o każdej godzinie. Szczególnie, jeżeli turystów jest w bród. (21:02)

Wspominałem już, że Split jest miastem zawieszonym między przeszłością a przyszłością. Idealnym przykładem są miejsca takie jak to, gdzie stary budynek, ustawiony o dziwno na dachu nowszej konstrukcji zamyka się w ramach tła, na które składa się luksusowy hotel (ul. Petrova).

Kolumny ślubne w Polsce jeżdżą i trąbią. W Chorwacji robią to jednak jakby intensywniej, weselej, radośniej. Do tego można spotkać widoczki takie jak ten.

A na nocny deser zabawnie kontrastująca z chorwackim wybrzeżem reklama banku.
Motorówką do brzegu dobiła grupa przyjaciół, którzy po wyjściu na nabrzeże, ubrali buty i zniknęli w nocnym gwarze klubów i barów.
Pięknie oświetlona, zmoczona deszczem promenada to idealne miejsce na reportażowe, nocne ujęcia Splitu.
Przy promenadzie znajduje się potężna makieta centrum miasta. Dobrze jest rozeznać się na niej w rozlokowaniu uliczek i zakamarków.
Jak widać targ działa o każdej godzinie. Szczególnie, jeżeli turystów jest w bród. (21:02)
Wspominałem już, że Split jest miastem zawieszonym między przeszłością a przyszłością. Idealnym przykładem są miejsca takie jak to, gdzie stary budynek, ustawiony o dziwno na dachu nowszej konstrukcji zamyka się w ramach tła, na które składa się luksusowy hotel (ul. Petrova).
Kolumny ślubne w Polsce jeżdżą i trąbią. W Chorwacji robią to jednak jakby intensywniej, weselej, radośniej. Do tego można spotkać widoczki takie jak ten.
A na nocny deser zabawnie kontrastująca z chorwackim wybrzeżem reklama banku.
31 lipca 2011
Powroty do Splitu
Wypocił:
~M
labels:
Chorwacja,
fotocruising,
fotoreportaż,
podróż,
Split,
zdjęcia
Tegoroczny powrót do Chorwacji przyniósł ze sobą dwie wizyty w Splicie - nietypowym jak na Chorwację mieście. Dlaczego nietypowym? Bo łączy ze sobą klasyczny wygląd miejscowości chorwackiego wybrzeża i nowoczesność współczesnych europejskich metropolii. Tak, europejskich, nie bójmy się użyć tego słowa, bo chociaż Chorwacja jeszcze do Unii Europejskiej nie należy to gospodarczo rozwija się szybciej niż będąca już we wspólnocie Słowenia. Wystarczy zerknąć na statystyki Banku Światowego dla Chorwacji i Słowenii. Mimo że PKB per capita Słowenia ma większe, to jednak wzrost Chorwacji jest wyraźnie szybszy. Dzieje się tak za sprawą turystyki, która w tej chwili zapewnia Chorwacji około 1/3 przychodu. Widać to na każdym kroku w olbrzymich inwestycjach, które są czynione w tym kraju a przy każdym powrocie w zmianach upodabniających Chorwację do typowych krajów europejskich.
Split jest drugim co do wielkości miastem Chorwacji. Stąd moje określenie go jako metropolii, chociaż patrząc na liczbę ludności, która wynosi około 300 tysięcy na to miano nie zasługuje. Split jednak jest ważnym miastem na Chorwackiej mapie turystycznej. To właśnie tutaj znajduje się pałac, pochodzącego z Dalmacji, rzymskiego cesarza Dioklecjana. CbN pisał o tym już wcześniej.
Pora na kolejną porcję zdjęć.

Podziemia Pałacu Dioklecjana. Dzisiaj obstawione przez stragany.

Bardzo ciekawa restauracyjka. Goście mogą usiąść sobie na historycznych schodach, za stolik służy im natomiast prosta deseczka.

Mauzoleum Dioklecjana. Dzisiaj Katedra Św. Duji.

Kawowy relaks. Przepyszna kawa i jeszcze lepsza czekolada firmy Eraclea (niestety chyba niedostępna nigdzie poza Chorwacją.


Jeden z najstarszych i najmniejszych kościołów wczesnochrześcijańskich.

Zapuszczając się kawałek w bok, w mało uczęszczane uliczki, nawet w Splicie można znaleźć zaniedbane ruiny w samym centrum starego miasta. Dla ciekawskich zdjęcie ma dokładnego geotaga.

Być Chorwatem to znaczy mieć możliwość na co dzień mieszkać w otoczeniu historii. (Fragment starego miasta na terenie byłego Pałacu Dioklecjana (UNESCO)).



Widok na port.
Pięknym zachodem słońca żegnał nas Split w czasie naszej drugiej tegorocznej wizyty. Oczywiście tuż przy kawiarenkach serwujących wyśmienitą kawę i gorącą czekoladę.


Split jest drugim co do wielkości miastem Chorwacji. Stąd moje określenie go jako metropolii, chociaż patrząc na liczbę ludności, która wynosi około 300 tysięcy na to miano nie zasługuje. Split jednak jest ważnym miastem na Chorwackiej mapie turystycznej. To właśnie tutaj znajduje się pałac, pochodzącego z Dalmacji, rzymskiego cesarza Dioklecjana. CbN pisał o tym już wcześniej.
Pora na kolejną porcję zdjęć.
Podziemia Pałacu Dioklecjana. Dzisiaj obstawione przez stragany.
Bardzo ciekawa restauracyjka. Goście mogą usiąść sobie na historycznych schodach, za stolik służy im natomiast prosta deseczka.
Mauzoleum Dioklecjana. Dzisiaj Katedra Św. Duji.
Kawowy relaks. Przepyszna kawa i jeszcze lepsza czekolada firmy Eraclea (niestety chyba niedostępna nigdzie poza Chorwacją.
Jeden z najstarszych i najmniejszych kościołów wczesnochrześcijańskich.
Zapuszczając się kawałek w bok, w mało uczęszczane uliczki, nawet w Splicie można znaleźć zaniedbane ruiny w samym centrum starego miasta. Dla ciekawskich zdjęcie ma dokładnego geotaga.
Być Chorwatem to znaczy mieć możliwość na co dzień mieszkać w otoczeniu historii. (Fragment starego miasta na terenie byłego Pałacu Dioklecjana (UNESCO)).
Widok na port.
Pięknym zachodem słońca żegnał nas Split w czasie naszej drugiej tegorocznej wizyty. Oczywiście tuż przy kawiarenkach serwujących wyśmienitą kawę i gorącą czekoladę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)