●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toruń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toruń. Pokaż wszystkie posty

7 stycznia 2009

Delegacja bez zaliczania Wisły

No i przyszło nam zrobić repetę wycieczki sprzed półtora miesiąca. Tym razem na spokojniej, po nocy przespanej w pełnym wymiarze godzin. Cel i towarzystwo to samo. :)


Toruń powitał nas chłodkiem. Choć to delikatne określenie. Jak to ujął Imiennik przed wyjściem z auta przy zakładaniu czapki:
- Maski włóż!

Jak widać niżej - nie tylko nam taka ostra zima jest nie w smak. ;)


Po dojeździe spotkanie, przed którym ponownie przekonaliśmy się na własnej skórze o ciekawym poczuciu humoru tubylców. Dostaliśmy kawę w firmowych kubkach. :D


Po długich "negocjacjach" obiadokolacja połączona z ultra-krótkim spacerem po Starówce.


A na koniec obowiązkowa wizyta w sklepie z lokalnym specjałem. I znowu odegraliśmy małą scenkę rodzajową.

- To co dzisiaj bierzemy?
- Nooo nie wiem...
- To może pierniki?
- No dobra, zrobimy wyjątek.

Na moje stwierdzenie, że pracujące tam panie nie złapały naszego dowcipu, Cannehal stwierdził:

- Phii... One pewnie słyszą codziennie takie dowcipy. Myślicie, że jesteście oryginalni?
- No!

Oto i trofeum wyprawy! :D


Smacznego. Dla nas. :P ;)

21 listopada 2008

Delegacja i zaliczanie Wisły

Chyba nikt nie przepada za delegacjami. Najbardziej za tymi, w które trzeba jechać samemu. Te kilkuosobowe mogą być ciekawe. Albo i nawet Ciekawe. Jak się tak głębiej zastanowić to czasami wręcz Bardzo Ciekawe. ;) Aż taka jeszcze mi się nie zdarzyła, ale... Zresztą, chyba nie ma co się rozwodzić - pozdrowienia dla Syrenek! :)

W miniony wtorek wydarzyła się Delegacja. W rzeczywistości była fajnym zwieńczeniem tygodnia ciężkiego wiosłowania na Galerze. W zasadzie wiosłowanie nie jest takie złe, no ale ile można? To jednak jest dyskusja na zupełnie inny temat, czy temat na zupełnie inną dyskusję. Trudno się zdecydować. Dość stwierdzić, że poznański poranek przywitał mrozem - jakby zapomniał, że jeszcze jest jesień.


Był to wyjazd do Innego Dużego Miasta, do jednego z klientów Galery. Tym razem środkiem transportu było auto Kolegi, który jest moim Imiennikiem i tak też pozwolę sobie dalej nazywać (choć w zasadzie - zależnie od punktu wizenia - to może i ja jestem imiennikiem ;)). Miłą podróż wypełnioną typowo męskimi plotkami zakończył jak zwykle korek przed mostem na drugą stronę Największej Polskiej Rzeki. Za to widok z mostu wynagrodził wszelkie Roboty Drogowe i Ruch Wahadłowy, które wyskakując zza zakrętów próbowały ubawić nas po drodze. Nieskutecznie zresztą.


Może podaruję sobie opis spotkania - zresztą sporządzone zostały odpowiednie protokoły, zebrano podpisy uczestników. Zainteresowanych zapraszam do wglądu, choć i tak nic nie pokażemy. :P Pochwalę się jednak następującym zdjęciem - salą Rady Miasta. No muszę powiedzieć, że radni muszą być radzy radząc w takich warunkach. Z bezprzewodowym internetem oczywiście.


Niestety nie udało się wyrwać przed zachodem słońca i zrobić więcej przepięknych zdjęć. Udało się zrobić tylko nocne. Ale zaraz, zaraz... przecież Wy takie lubicie najbardziej! No to się dobrze składa. ;)

W każdym razie po spotkaniu wyrwaliśmy się z Imiennikiem do miasta. Przy okazji udało mi się nieźle palnąć gdy zaproponowałem byśmy "zaliczyli Wisłę". Chwila radochy chociaż była. Wisła zdaje się nie podzielała tego dnia naszego poczucia humoru gdyż przywitała nas wiatrem w uszach i mrozem w skarpetkach. Pstryknęliśmy więc obowiązkowe zdjęcie...


... które wyszło jak wyszło i poszliśmy zapolować na również obowiązkowe słodycze. Tutaj brawa dla Imiennika, który wchodząc do Sklepu Firmowego, gdzie pierniki były wszędzie - na wystawie, na ladzie, w paczkach i na wagę, na ścianach, a nawet na suficie - powiedział:

- Chcielibyśmy... pierniki!

Ekspedientka również chyba nie miała poczucia humoru bo z kamienną twarzą i znudzonym tonem odpowiedziała:

- Możnawopakowaniualbonawagę. Nawagęmożnamieszaćsmaki.

No ale nie zamierzaliśmy tracić wigoru. Obejrzeliśmy nieco zabytków...



Po czym kawka w miejscu jak widać przygotowanym już na Święta. Tutaj odstawiliśmy mały teatrzyk pod tytułem Panowie Biznesmeni - 15 minut równoczesnego telefonowania. Zdawanie raportów i wysłuchiwanie zeznań drugiej połowy Ekipy, znajdującej się w innym miejscu Polski.


I podróż powrotna, podczas której nawiasem mówiąc kompletnie zaskoczyła śnieżyca. Widać nie tylko Poznań zapomniał, że jeszcze nie czas na lepienie bałwanów.

Imienniku - dziękuję za towarzystwo podczas mimo wszystko świetnej Delegacji. :)

PS. A na koniec anegdota z samego spotkania.
Pytanie do nas:
- Jakie wymagania trzeba spełnić, żeby u was pracować?
Zanim zdążyliśmy pomyśleć, ktoś nas wyręczył:
- Przede wszystkim wszyscy muszą mieć takie samo imię.

Jednak niektórzy tubylcy mają poczucie humoru. ;)