●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

2 lipca 2009

Skażenie i lans

Od tygodnia blok, w którym mieszkam został poddany remontowi. Z wewnątrz nie jest to zbyt przyjemne - poranne odwierty, ciemno w mieszkaniu gdyż szyby pozaklejano ochronną folią i konieczność zamykania okien na cały dzień. Z zewnątrz jednak wygląda to całkiem wesoło.
Brakuje tylko tabliczki z trupią czaszką i napisem: Biohazard! tudzież Contamination! ;)


A poniżej stanowisko pracy. Laptop, izolujące od otoczenia słuchawki (ileż to razy dziennie widzę współpracowników machających do mnie rękami ;) ), kubol, grimuar wiedzy tajemnej oraz nowość - dodatkowy monitor o właściwościach +10 do lans i +2 do bólu karku. :D

30 stycznia 2009

Pod kołami pociągu

Huk uderzenia, rozpadający się traktor. Mimo dobrej widoczności kierowca z jakiegoś powodu nie zatrzymał się przed przejazdem i wjechał prosto pod pociąg. Skład zatrzymał się kilkaset metrów dalej





Wczesnym popołudniem, 14 stycznia, około godz. 14.00 pasażerowie pociągu usłyszeli sygnał lokomotywy, a następnie poczuli, że skład gwałtownie hamuje. Z relacji świadków wynika, że po chwili usłyszeli trzask i zobaczyli przez okna oderwane kawałki ciągnika. Pociąg zatrzymał się.
Niestety 54-letni kierowca traktora nie przeżył wypadku. Jego ursus dosłownie rozpadł się na części, szczątki porozrzucane były na odcinku około 200 metrów, czyli odległości, jakiej potrzebował pociąg do całkowitego zatrzymania się.
Wypadku nie przeżył również koń, wieziony na przyczepce do transportu zwierząt. Przejazd był oznakowany znakiem „STOP”, w tym miejscu jest długa prosta, praktycznie nie sposób nie zauważyć nadjeżdżającego pociągu.


23 stycznia 2009

Zapach kawy

Co wita po pierwsze po wejściu do biura? Wcale nie Szef, ani Kolega. Nie chodzi też o klienta mailowego, czy telefon w ważnej - jak zawsze - sprawie.

Najpierw jest przytulny i ciepły korytarz rozkładający na powitanie ramiona z zapachu kawy...

Miłego dnia! Idę szykować latte macchiato. :)

15 stycznia 2009

Śnieg, herbata i muzyka

Ależ sypnęło śniegiem! Niektóre z płatków spadających z nieba miały średnicę dwóch palców. Aż kusiło by spróbować złapać jeden z nich a następnie jak najszybciej zrobić mu zdjęcie. Z drugiej strony - miło się wygląda w taką pogodę za okno siedząc w ciepłym wnętrzu, ogrzewając dłonie o kubek z gorącą i parującą herbatą i wsłuchiwać się w dźwięki ulubionej muzyki. W moim przypadku najnowsze odkrycie - formację 10 Years.



Gdy to piszę śnieg już zakończył swoją ofensywę. Tylko niektóre z aut postanowiły dalej udawać bałwany. Te, które dopiero przyjechały, rozgrzane od biegu koni mechanicznych, prawie momentalnie pozbawiły się białej pierzynki.

12 stycznia 2009

Brama wjazdowa od MOP

Przed przeprowadzką do nowej siedzimy Firmy byłem nieco niezadowolony, że trafiło się "tylko" drugie piętro. Po cichu liczyłem na najwyższe, skąd byłby widok na Jezioro Maltańskie. Okazało się jednak, że z piątego i tak nie widać za bardzo Malty, za to z drugiego jest doskonały widok na Ulicę Baraniaka oraz na wjazd na teren Malta Office Park. W skrócie - MOP. ;)

Tak się złożyło, że my jako pierwsi się wprowadziliśmy do tego budynku. Pozostałe piętra są cały cza wykańczane. Pokój jest na rogu budynku, a więc doskonale widać co się dzieje przy wjeździe. Wraz z budką ochrony, która kontroluje i legitymuje każdego wjeżdżającego. A tych jest całkiem sporo. Widziałem już producenta żaluzji, mebli, klimatyzacji, firmy sprzątające, murujące, remontujące. Widziałem busy przywożące pracowników z dalekiej Azji. Najczęściej jednak widuję... dostawców pizzy. Bo jak już wiadomo - głodny programista to nieefektywny programista. :D


Niestety w wyniku toczących się prac - na powyższym zdjęciu widać głównie... zakurzoną szybę. :)

A poniżej - przeprowadzka kanciapy ochrony. Oczywiście z wykorzystaniem jednego z wielgachnych dźwigów pracujących na budowie. :)

7 stycznia 2009

Delegacja bez zaliczania Wisły

No i przyszło nam zrobić repetę wycieczki sprzed półtora miesiąca. Tym razem na spokojniej, po nocy przespanej w pełnym wymiarze godzin. Cel i towarzystwo to samo. :)


Toruń powitał nas chłodkiem. Choć to delikatne określenie. Jak to ujął Imiennik przed wyjściem z auta przy zakładaniu czapki:
- Maski włóż!

Jak widać niżej - nie tylko nam taka ostra zima jest nie w smak. ;)


Po dojeździe spotkanie, przed którym ponownie przekonaliśmy się na własnej skórze o ciekawym poczuciu humoru tubylców. Dostaliśmy kawę w firmowych kubkach. :D


Po długich "negocjacjach" obiadokolacja połączona z ultra-krótkim spacerem po Starówce.


A na koniec obowiązkowa wizyta w sklepie z lokalnym specjałem. I znowu odegraliśmy małą scenkę rodzajową.

- To co dzisiaj bierzemy?
- Nooo nie wiem...
- To może pierniki?
- No dobra, zrobimy wyjątek.

Na moje stwierdzenie, że pracujące tam panie nie złapały naszego dowcipu, Cannehal stwierdził:

- Phii... One pewnie słyszą codziennie takie dowcipy. Myślicie, że jesteście oryginalni?
- No!

Oto i trofeum wyprawy! :D


Smacznego. Dla nas. :P ;)

17 grudnia 2008

Zdzichu i Bogdan w lesie

Zdzichu i Bogdan wybrali się do lasu. Pojechali na swojej kobyle bezimiennej. Chcieli zbierać grzyby, ale okazało się, że to kurde zima jest.
- Nie no Boguś, toć do licha ciężkiego śnieg sypie tej.
- Zdzisiek, nie wkurzaj mnie do jasnej anielki tej, toć przeca na grzyby żeśmy tu przyjecholi. Na darmo kobyle podkowy zdzieraliśmy? Nie ma bata, jakieś grzyby musimy znaleźć.
I znaleźli, takie na nóżce wąskiej z małymi kapelusikami. Uradownieni Bogdan i Zdzichu zaprzęgli kobyłę do niesienia koszy z grzybkami (bo grzyby to na pewno nie były) i powędrowali do chaty.
W domu zupę grzybową żonka Bogdana upichciła. Najadłszy się co niemiara polegli gdzie popadnie i poczęli śnić.
A sennowanie to było że hej, tej! Jeden śnił o krowie co ma sześć nóg i ogon niczym smok i pluje rtęcią, gdy się ją niechcący wystraszy. Drugi natomiast o pociągu śnił, pociągu, który porusza się kołami do góry, bo zamiast dachu ma tysiąc nóg przy każdym wagonie. Kółka wtedy mierzą kierunek i siłę wiatru.
Takie to były sny.
Rano chłopcy obudzili się i jęli drapać po głowach, po chwili zorientowali się, że drapią się nawzajem, więc zaczęli drapać swoje czupryny zastanawiając równocześnie co też to za grzyby były. Tej zagadki nie rozwiązali nigdy ani oni, ani Mulder i Scully.



Fotografia powstała w klubie "FotoMy", jak łatwo się domyślić po średniej wieku klubowiczów, historyjka została napisana specjalnie na potrzeby City by Night. Tak na prawdę chciałem jedynie pochwalić się co też dzisiaj na spotkaniu klubu robiliśmy. Jakby nie patrzeć jest to po części moja praca.

21 listopada 2008

Delegacja i zaliczanie Wisły

Chyba nikt nie przepada za delegacjami. Najbardziej za tymi, w które trzeba jechać samemu. Te kilkuosobowe mogą być ciekawe. Albo i nawet Ciekawe. Jak się tak głębiej zastanowić to czasami wręcz Bardzo Ciekawe. ;) Aż taka jeszcze mi się nie zdarzyła, ale... Zresztą, chyba nie ma co się rozwodzić - pozdrowienia dla Syrenek! :)

W miniony wtorek wydarzyła się Delegacja. W rzeczywistości była fajnym zwieńczeniem tygodnia ciężkiego wiosłowania na Galerze. W zasadzie wiosłowanie nie jest takie złe, no ale ile można? To jednak jest dyskusja na zupełnie inny temat, czy temat na zupełnie inną dyskusję. Trudno się zdecydować. Dość stwierdzić, że poznański poranek przywitał mrozem - jakby zapomniał, że jeszcze jest jesień.


Był to wyjazd do Innego Dużego Miasta, do jednego z klientów Galery. Tym razem środkiem transportu było auto Kolegi, który jest moim Imiennikiem i tak też pozwolę sobie dalej nazywać (choć w zasadzie - zależnie od punktu wizenia - to może i ja jestem imiennikiem ;)). Miłą podróż wypełnioną typowo męskimi plotkami zakończył jak zwykle korek przed mostem na drugą stronę Największej Polskiej Rzeki. Za to widok z mostu wynagrodził wszelkie Roboty Drogowe i Ruch Wahadłowy, które wyskakując zza zakrętów próbowały ubawić nas po drodze. Nieskutecznie zresztą.


Może podaruję sobie opis spotkania - zresztą sporządzone zostały odpowiednie protokoły, zebrano podpisy uczestników. Zainteresowanych zapraszam do wglądu, choć i tak nic nie pokażemy. :P Pochwalę się jednak następującym zdjęciem - salą Rady Miasta. No muszę powiedzieć, że radni muszą być radzy radząc w takich warunkach. Z bezprzewodowym internetem oczywiście.


Niestety nie udało się wyrwać przed zachodem słońca i zrobić więcej przepięknych zdjęć. Udało się zrobić tylko nocne. Ale zaraz, zaraz... przecież Wy takie lubicie najbardziej! No to się dobrze składa. ;)

W każdym razie po spotkaniu wyrwaliśmy się z Imiennikiem do miasta. Przy okazji udało mi się nieźle palnąć gdy zaproponowałem byśmy "zaliczyli Wisłę". Chwila radochy chociaż była. Wisła zdaje się nie podzielała tego dnia naszego poczucia humoru gdyż przywitała nas wiatrem w uszach i mrozem w skarpetkach. Pstryknęliśmy więc obowiązkowe zdjęcie...


... które wyszło jak wyszło i poszliśmy zapolować na również obowiązkowe słodycze. Tutaj brawa dla Imiennika, który wchodząc do Sklepu Firmowego, gdzie pierniki były wszędzie - na wystawie, na ladzie, w paczkach i na wagę, na ścianach, a nawet na suficie - powiedział:

- Chcielibyśmy... pierniki!

Ekspedientka również chyba nie miała poczucia humoru bo z kamienną twarzą i znudzonym tonem odpowiedziała:

- Możnawopakowaniualbonawagę. Nawagęmożnamieszaćsmaki.

No ale nie zamierzaliśmy tracić wigoru. Obejrzeliśmy nieco zabytków...



Po czym kawka w miejscu jak widać przygotowanym już na Święta. Tutaj odstawiliśmy mały teatrzyk pod tytułem Panowie Biznesmeni - 15 minut równoczesnego telefonowania. Zdawanie raportów i wysłuchiwanie zeznań drugiej połowy Ekipy, znajdującej się w innym miejscu Polski.


I podróż powrotna, podczas której nawiasem mówiąc kompletnie zaskoczyła śnieżyca. Widać nie tylko Poznań zapomniał, że jeszcze nie czas na lepienie bałwanów.

Imienniku - dziękuję za towarzystwo podczas mimo wszystko świetnej Delegacji. :)

PS. A na koniec anegdota z samego spotkania.
Pytanie do nas:
- Jakie wymagania trzeba spełnić, żeby u was pracować?
Zanim zdążyliśmy pomyśleć, ktoś nas wyręczył:
- Przede wszystkim wszyscy muszą mieć takie samo imię.

Jednak niektórzy tubylcy mają poczucie humoru. ;)