●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty

13 września 2011

Husycki Bozkov

Wraz z nowym panelem sterowania blogspot.com warto przetestować i zamieścić nową notkę.
Dzisiaj trochę zdjęć z czeskiego Bozkova. Miejscowość istniejąca od co najmniej XIV wieku to typowa miejscowość dla turystów szukających ciszy i spokoju. Położona dosyć daleko od głównych dróg w miejscu do którego trudno trafić leży równocześnie w samym centrum Czeskiego Raju. Blisko stąd do szlaków turystycznych Karkonoszy, ale przede wszystkim do Gór Izerskich.

Bozkov

Bozkov
Widok z wieży kościoła.

Bozkov

Bozkov
Budynek przy dolnej części kadru to husycki zbór.

Bozkov
Gdy schodziliśmy z wieży, trafiliśmy akurat na godzinę bicia dzwonów. Było głośno.

Bozkov
Ciekawe wnętrza starej kościelnej wieży inspirują. Nie tylko fotograficznie.

Bozkov

Bozkov

Bozkov
W Bozkovie znajduje się cudowne źródełko. Trudno do niego trafić. Niech to zdjęcie będzie pomocą. Schodzimy od kościoła drogą po prawej, następnie skręcamy w prawo prawie o 180 stopni i dochodzimy do miejsca widocznego na ostatnim zdjęciu.

Bozkov

29 października 2009

Piechotą do Czech

Tym razem ekipę CBN w powiększonym składzie wywiało do miejscowości Závada. Dosłownie wręcz, bowiem tym razem wybór środka lokomocji padł na nasze biedne stopy. Nie wnikam w szczegóły personalne uczestników wyprawy i pozostanę przy liczbie mnogiej. Nie myślcie sobie, żeśmy tak w bojach zaprawieni i postanowiliśmy pieszo z Wielkiego Miasta podążyć aż do naszych południowych sąsiadów. Trekking miał bowiem jakieś 3 km w obie strony :)
Misja nasza była bardzo ważna. Wręcz życiowa można powiedzieć. Udaliśmy się bowiem do obcego skądinąd kraju po trzy słoiki musztardy! Cóż za poświęcenie :)

W gościnnych fotowystępach wzięły udział Ania (12) i Ewa (11).

Kraina morawska powitała nas w przemiły sposób łącząc dwie polityczne epoki.

Jeden z moich ulubionych czeskich napisów. Gdyby nie jego lokalizacja, chyba mało kto by się domyślił co oznacza sam napis: "Pozor vlak".

W oczekiwaniu na pociąg. Niestety nie doczekaliśmy się. Po rozszyfrowaniu czeskiego rozkładu jazdy okazało się, że nadjedzie dopiero za 20 minut. Jakież było nasze zdziwienie, gdy szlabany zamknęły się po jakichś 5 minutach a torami przemknął "pośpiech".

Fot: Ewa

Polskie napisy po czeskiej stronie zachowały się na starych pomnikach. Tutaj postument przydrożnego krzyża.

"Do zobaczenia" - to jeden z wielu napisów w naszym ojczystym języku po stronie czeskiej. Po polskiej trudno znaleźć cokolwiek zapisanego po czesku. Ciekawa sytuacja. W tle te malutkie kominy to w rzeczywistości robiąca duże wrażenie i widoczna z daleka czeska elektrownia. Zlokalizowana przy granicy truje oczywiście Polaków.

Fot. Ania

Powrót, już po polskiej stronie. Autoprezentacja trekkingowców, jak widać ekipa była iście lotna. Słoneczko świeciło jakby listopad zamienił się co najmniej z kwietniem. Temperatura powietrza... chyba z 18 stopni. Krótki rękawek wskazany.

15 października 2009

Spacer po Ostravie

Nasi południowi sąsiedzi nie kojarzą się raczej z krajem turystycznym. No, może wyłączając wyskoki w góry i do Pragi. Co jednak kryje się w innych czeskich miastach i miasteczkach? Tym razem celem City by Night padła Ostrava - położona kilkanaście kilometrów od granicy z Polską. Miasto liczy sobie trochę ponad 300 tysięcy mieszkańców, którzy jednak jak wieść gminna niesie postanowili się pochować w swoich domach na wieść, że przyjeżdża do nich CBN.
Jest to cecha wspólna chyba wszystkich czeskich miast i miasteczek... wyludnienie. W Czechach, w weekend rzadko można zobaczyć typowe dla krajobrazu polskich miast tłumy ludzi przed sklepami, w centrach handlowych, czy na skwerach i placach. Mimo ładnej pogody miejski rynek zdawał się być wyludniony. Była sobota, jednak większość sklepów zamknięto na cztery spusty.
Na placu pozostały tylko napisy i rysunki świadczące, że całkiem niedawno bawiły się tutaj dzieci.

Zaskoczeniem była komunikacja miejska. W trzystutysięcznym mieście znalazło się miejsce na tramwaje i trolejbusy. Co ciekawe o ile tramwaje były produkcji czeskiej to po ulicach jeździły poznańskie Solarisy. Miły akcent.

Udało nam się zajrzeć do jednego ze sklepów. Tym razem zamknięcie było uzasadnione.

Rzecz dla nas niespotykana to kasyna. W Poznaniu kojarzę tylko jedno. W Ostravie była ich cała masa. Dosłownie co krok to nowe szyldy zapraszały do gry. Poniżej kilka z nich.






Na ostatnim zdjęciu, gdy się przyjrzycie zobaczycie zabawę z odbiciami. Taki kaprys.

Coś ciekawego. To w zasadzie centrum Ostravy. Obok starych, odnowionych kamienic postawiono gmach nowoczesnego centrum handlowego a na trawniku, na stelażach postanowiono ustawić reklamy. Wrażenie iście zaskakujące. Taki kapitalizm w najgorszym wydaniu.


Spacerując dalej napotkaliśmy na zabawną ciekawostkę. Ciekawe czy tak krzywo położyli asfalt, czy po prostu tak długo już tutaj leży. Miejsce to znajduje się tuż obok Katedry Boskiego Zbawiciela (Katedrála Božského Spasitele) z 1889 roku. Wydawała się starsza.



I o dziwo, udało nam się kogoś spotkać. Czesi raczej rzadko chodzą do kościoła.

Granica powitała nas pięknym, sielskim widoczkiem. Żeby nie było niedomówień, to nie była zielona granica, w końcu jesteśmy w Schengen.