●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

23 września 2012

Zimowa letniość Londynu

Specyfiką wyspiarstwa jest zupełnie inny klimat. Piękne słońce przebijające się ze standardowej chmurzastej czapki od czasu do czasu ocieplało klimat do zawrotnych kilkunastu stopni. Stąd czasami zdjęcia kojarzą się bardziej z wakacyjną labą niż styczniowymi obowiązkami.

Covent Garden Covent Garden

Trafalgar Square Trafalgar Square

Trafalgar Square

Trafalgar Square

Pozwoliłem sobie pominąć co bardziej standardowe ujęcia Trafalgar Square.

15 kwietnia 2012

Londyn - Dni kolejne

Trzy miejsca i trzy oblicza Londynu. Dzień trzeci rozpoczął się od wizyty w londyńskim Tate Britain i archiwum Printings and Drawings Room. Po wyjściu szybkie spojrzenie na drugą stronę Tamizy i siedzibę brytyjskiej Secret Intelligence Service - zwanej MI6. Kolejny poranek to szybka wizyta w Chinatown, gdzie udało się zobaczyć budzącą do życia dzielnicę azjatyckich imigrantów. Klimat bardzo interesujący i tylko szkoda, że nie dane mi było poczuć dobiegających zewsząd w porze obiadowej zapachów.
Na koniec ostatnie oblicze Londynu, zaułki wokoło Oxford Street pełne są tajemniczych miejsc. wszędobylski miejski monitoring przeplata się w nich z zapleczami klubów, sklepów i pubów a gdzieniegdzie można spotkać śpiących bezdomnych. Taki urok wielkich miast.

London's Trip 2012

Chinatown in London

Chinatown in London

Chinatown in London

London's Trip 2012

12 marca 2012

Londyn - dzień drugi

Kolejny dzień w Londynie rozpoczął się od zwiedzania bardziej-oczywistych-się-nie-dało miejsc. Start oczywiście pod pałacem królowej, która była na miejscu, ale nie mieliśmy czasu skorzystać z zaproszenia na herbatę. No i kto pija herbatę tak wcześnie rano? Ech, ci Anglicy. :) Naszej uwadze nie mogła ujść oczywiście bardzo ładna pogoda i słoneczny dzień. Rozpieszczający klasycznego nie-emigranta styczniową pogodą Londyn sprzyjał motywacji do dwunożnego zwiedzania miasta.

London's Trip 2012

London's Trip 2012
Oczywiście klimatyczne londyńskie zaułki także musiały doczekać się choćby jednej fotografii. Tutaj okolice parlamentu, przy którym spotkaliśmy grupkę strajkujących.
Strike

Poza tym przyszedł czas na kilka klasycznych czarno-białych i kolorowych ujęć miasta.
London's Trip 2012

London's Trip 2012

London's Trip 2012

London's Trip 2012

Kolejno nasze kroki zmierzały na plac Trafalgar. Zaczęło się robić pochmurno.
Trafalgar Square

Piccadilly Circus
Na zakończenie spaceru. Picadilly Circus, którego nazwę wreszcie nauczyłem się literować. Mój komentarz dotyczący tego miejsca jasno określał, że najciekawsze tutaj są billboardy ledowe, co jak się okazało, wcale nie było samotnym stwierdzeniem. Na pewno ciekawie się je fotografuje.
Piccadilly Circus

9 marca 2012

Londyn - pierwsze spojrzenie

Właściwie to drugie moje spojrzenie na to miasto, ale w związku z tym, że pierwsze było jakieś 10 lat temu, można powiedzieć, że oko jest na tyle świeże, że widzi wszystko po raz pierwszy. Prawie.

Dzisiaj kilka zdjęć na rozgrzewkę. Czyli chmury od niewłaściwej strony i Camden Market, który w jednym miejscu przypomina Holandię, w innym Azję a w jeszcze innym hippisowską dzielnicę. Bardzo kolorowo, pachnąco i tłumnie. Niestety, smaki już europejskie, przynajmniej w miejscu gdzie próbowałem azjatyckiego jedzenia.

Trip to London

Trip to London

Trip to London
Pierwsze spojrzenie na królewską ziemię.

Camden Market

Camden Market
Ten fragment londyńczycy ukradli chyba z Amsterdamu :)

Camden Market

Camden Market

9 sierpnia 2011

Split by Night

Aby tytułowi bloga stała się zadość, dzisiaj zapraszamy na krótki spacer po wieczornych i nocnych zakamarkach Splitu. Podróż rozpoczynamy w tym samym miejscu, w którym poprzednia dobiegła końca - na splickiej promenadzie.

Sply by Night

Motorówką do brzegu dobiła grupa przyjaciół, którzy po wyjściu na nabrzeże, ubrali buty i zniknęli w nocnym gwarze klubów i barów.

Sply by Night

Pięknie oświetlona, zmoczona deszczem promenada to idealne miejsce na reportażowe, nocne ujęcia Splitu.

Sply by Night

Przy promenadzie znajduje się potężna makieta centrum miasta. Dobrze jest rozeznać się na niej w rozlokowaniu uliczek i zakamarków.

Sply by Night: Marketplace

Jak widać targ działa o każdej godzinie. Szczególnie, jeżeli turystów jest w bród. (21:02)

Sply by Night

Wspominałem już, że Split jest miastem zawieszonym między przeszłością a przyszłością. Idealnym przykładem są miejsca takie jak to, gdzie stary budynek, ustawiony o dziwno na dachu nowszej konstrukcji zamyka się w ramach tła, na które składa się luksusowy hotel (ul. Petrova).

Sply by Night

Kolumny ślubne w Polsce jeżdżą i trąbią. W Chorwacji robią to jednak jakby intensywniej, weselej, radośniej. Do tego można spotkać widoczki takie jak ten.

Sply by Night

A na nocny deser zabawnie kontrastująca z chorwackim wybrzeżem reklama banku.

19 stycznia 2011

Śmierć przychodzi ukradkiem

Zdarzenia opisane w tych wspomnieniach to kilka godzin z życia żołnierza na polu walki. Są zapisem tragicznych wspomnień. Pamiętna akcja miała miejsce 20 września 2008 roku. Bohaterstwo naszych żołnierzy na długo pozostanie w pamięci

Wzgórze
-
Tutaj rozbijamy obóz - powiedział dowódca. My, w części doświadczeni żołnierze, w części rekruci, wykonywaliśmy w pośpiechu polecenia. Część drużyny rozstawiła się na naturalnym wzgórzu, które stało się naszą tymczasową bazą. Obserwowali bacznie teren, aby w żadnym wypadku wróg nie mógł wykorzystać elementu zaskoczenia. Zapach lasu, brezentu, szczęk broni nadawał klimatu niczym z hollywoodzkiego filmu akcji. Ale to nie film, to rzeczywistość. Byliśmy drużyną, która podzielona na oddziały miała do wykonania bardzo niebezpieczne zadanie. O jego szczegółach dopiero mieliśmy zostać poinformowani. Dowództwo obradowało rozkładając mapy na skrzyniach z zaopatrzeniem. Podzielona na pododdziały drużyna wykonywała zlecone zadania. Praca wrzała.

Szum lasu
Naszemu oddziałowi przypadło do wykonania jedno z niebezpieczniejszych zdań. Skradając się między drzewami co chwilę przykucaliśmy, aby nasłuchiwać. Szelest liści mieszał się z poruszającą się nieopodal wojskową terenówką. Jej silnik zagłuszał przez moment odgłosy lasu. Nie było to korzystne dla naszego oddziału. Mieliśmy zadanie do wykonania. Musieliśmy dotrzeć do bazy przeciwnika i narobić mu tyle problemów ile tylko się uda. Nie mogliśmy dać się złapać po drodze, bo to oznaczałoby niepowodzenie naszej misji. Równocześnie inna drużyna próbowała dostać się do naszego priorytetowego celu - zapory. Nie wiedzieliśmy, czy im się uda, czy nie. Nie mieliśmy pojęcia jak zakończy się ostateczna bitwa. Nie mieliśmy czasu na analizowanie sytuacji. Trzeba było iść do celu.

Pierwszy kontakt
O ile można krzyczeć szeptem, to właśnie tak wypowiedziane zdanie dotarło do mnie w pewnej chwili -
Na ziemię! To jeden z członków naszego oddziału kazał przykucnąć. Chyba kogoś dojrzał. Chwila wypatrywania, wytężanie kilku par oczu przyniosło pożądany efekt. W odległości kilkudziesięciu metrów, na pobliskiej górce porośniętej gęstym lasem przemykała sylwetka skulonego człowieka. Wywołanie przez radio nie przyniosło efektów. To wróg. Zwiadowca. Trzeba było teraz podjąć decyzję. Jeżeli nas zauważył, istnieje ryzyko, że wróci z posiłkami. W przeciwnym wypadku, nie stanowi zagrożenia dla oddziału. Podążał jednak w kierunku naszego obozu. Trzeba ostrzec swoich, albo wyeliminować zwiadowcę. Eliminacja oznaczała ryzyko wykrycia przez ewentualnych innych członków wrogiej grupy, jeżeli było ich więcej. Samotnie, w czasie wojny raczej nikt po lesie nie chodzi. Ryzyko jest więc zbyt duże. Postanowiliśmy, że pójdziemy dalej a naszą bazę powiadomimy przez radio. W końcu jest dobrze strzeżona.

Wróg atakuje
Wywiad nie spisał się najlepiej. Co prawda mapy terenu były dokładne, jednak terytorium wroga zostało zaznaczone jedynie w zarysie. Kolejne minuty obfitowały w problemy techniczne. Trudność w połączeniu się z bazą, cisza w eterze. Nie wiedzieliśmy czy baza jeszcze istnieje, czy została zdobyta przez wroga. Zadanie, zadanie do wykonania. W pewnym momencie las się skończył, wyszliśmy na otwartą przestrzeń porośniętą wysokimi trawami. Od kolejnej ściany drzew dzieliło nas kilkadziesiąt metrów. Cisza. Coś tutaj nie gra, czyżbyśmy obeszli teren wroga naokoło? Idziemy powoli, gdy nagle z oddali dobiegły nas głosy. Przypadkowi cywile, czy wróg? Głosy wydają się zbyt głośne jak na żołnierzy. Oni przecież zachowywali by się ciszej. Mimo to ostrożnie zaczęliśmy się skradać. Coraz wolniej i wolniej. Zbliżająca się ściana lasu nie nastrajała optymistycznie. Rozciągający się za nami teren sprawiał, że byliśmy widoczni jak na patelni. Kaczki na odstrzał. Chyba wykrakaliśmy, bo spomiędzy drzew poleciała seria z automatu. Liście zostały rozprute pociskami. Padliśmy na ziemię, za krzaki i najbliższe drzewa. Jeden z członków zespołu zaczął skradać się w pobliskie krzaki, aby stamtąd wypatrzeć i zdjąć wroga. Zniknął nam z oczu i w tym momencie dała się słyszeć kolejna seria. Odpowiedzieliśmy ogniem, na ślepo w kierunku odgłosów wystrzałów. -
Przerwać ogień - krzyknął dowódca. Nastała cisza.

Śmierć przychodzi ukradkiem
Przerwała ją dopiero kolejna seria z broni wroga. Zakończona okrzykiem naszego ukrytego w krzakach żołnierza -
Dostałem! Nasz medyk chciała rzucić się na pomoc - Muszę tam iść, muszę tam iść. Niestety ostrzał był zbyt intensywny. Mimo leżącego w krzakach rannego członka naszej drużyny wróg nie przestawał pruć z automatów. Żołnierze byli doskonale ukryci. Sprzyjało temu ukształtowanie terenu i roślinności. Byliśmy ugotowani. W ciągu kilku minut wymiany ognia, kolejne osoby z naszej drużyny padały trafione kulami wroga. Dopiero po dłuższym czasie udało się dosięgnąć jednego z przeciwników. Nastała złowroga cisza. Nawet las zamilkł. Pod ostrzałem rozdzieliliśmy się. Postanowiłem spróbować obejść miejsce walki i podejść od boku w kierunku, z którego dobiegały ostatnie strzały. Skradając się wypatrywałem, czy zza krzaków wyłoni się sylwetka przeciwnika. Cisza trwała niezmiennie, nie było słychać najmniejszego szmeru. Przechodząc po kilkanaście centymetrów przystawałem, aby nasłuchiwać. Od dłuższego czasu nie było słychać żadnych wystrzałów. Podejrzana sprawa. Ułamek sekundy po tej myśli z krzaków po prawej stronie rozległ się wystrzał, w tym samym momencie poczułem uderzenie kuli. W ostatniej chwili dostrzegłem leżącą w krzakach sylwetkę wrogiego żołnierza. Dostałem. Śmierć przyszła ukradkiem.

AirSoft Gun
AirSoft Gun

AirSoft Gun

AirSoft Gun

17 sierpnia 2010

Krzyż

Wiele blogów już o tym pisało, wiele liter postawiono na portalach informacyjnych. Telewizyjny temat numer jeden od wielu dni musiał zawitać także na naszym małym blogu. Ekipa CBN również i pod Krzyżem postawiła swoje szanowne stopy.
Nie można było aparatu trzymać w torbie.

Celowo nie napiszę żadnego komentarza do zaistniałej na Krakowskim Przedmieściu sytuacji.



Chwilę wcześniej grupa niezidentyfikowanych kulturowo osobników rozpostarła przed pałacem własny plakat sugerujący, że to nie krzyż przeszkadza najbardziej. Wprowadzili na Krakowskie przedmieście atmosferę prawdziwego happeningu i chociaż wionęło od nich na kilka metrów udało im się wciągnąć do zabawy również osoby postronne.



Przed pałacem pojawił się również znany Warszawski Mikołaj, który paradował z teczką i obwieszczał ludziom, że pisze Konstytucję Planety Ziemia. Był zdecydowanym zwolennikiem usunięcia krzyża.

Młoda para, która tego dnia brała ślub postanowiła złożyć kwiaty pod krzyżem. Spotkała ich burza oklasków i agresywnych, choć szczerych, gratulacji.

Trzy kroki za tłumem ludzi drugi, podobny krzyż spoczywał sobie oparty o latarnię. Nikt nie wie po co i dlaczego. Zapomniany jest. Tak to w Polsce szanuje się symbole religijne.

Atmosfera happeningu udzielała się także przybyłym pod krzyż rodzinom... i dzieciom jak widać.

19 lipca 2010

Aleja Snajperów

Aleja Snajperów, chyba najbardziej znana ulica w Sarajewie. W rzeczywistości jest też główną ulicą miasta, która spina dzielnicę przemysłową i wiedzie wjeżdżających od zachodu aż do starego miasta. Tędy mieszkańcy w czasie ostatniego konfliktu zbrojnego podążali do jedynego źródła wody w mieście. Ulokowani w wysokich wieżowcach snajperzy w latach 1992-1995 zabili 225 osób w tym 60 dzieci. Nie wybierali, strzelali do wszystkich.
Cywile czasami liczyli na szczęście i próbowali szybko przebiec na drugą stronę. Co ostrożniejsi korzystali z poruszających się tą drogą pojazdów pancernych sił ONZ.

Dzisiaj w wielu miejscach Sarajewa widać oznaki ostatniego konfliktu. Wieżowce do dzisiaj noszą ślady kul po pociskach a miejscami widać "zalepione" cegłami dziury po pociskach większego kalibru. To zapewne tam ukrywały się mordercze lufy snajperów.

Dzisiejsza Aleja Snajperów powitała nas upałem, sporym ruchem oraz mieszanką starych budynków noszących liczne piętna wojny z nowoczesnymi przeszklonymi konstrukcjami. Tędy wjeżdża się do miasta, podąża w stronę centrum i dla kogoś nieświadomego historii Sarajewa może wręcz absurdalne wydawać się to, że było to swego czasu najniebezpieczniejsze miejsce w całym mieście.



25 kwietnia 2010

Kalkulacja smutku

O tym zdarzeniu napisano już tysiące słów. Wiele osób wylało łzy na klawiatury komputerów, jeszcze więcej na policzki. W obliczu każdej tragedii narody potrafią się jednoczyć. Tak było i tym razem, gdy Polacy postanowili pokazać jak bardzo zasługują na miano wspólnoty. Nie moja w tym głowa, aby teraz po dwóch tygodniach od tragicznego wypadku roztrząsać wszystko od początku. CBN jednak musiał pojawić się tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Choćby miało to być "dzień po".
Dzisiaj kilka migawek z Warszawy tak, jak zastaliśmy ją 19 kwietnia, dzień po wykalkulowanej żałobie narodowej, która miała trwać dokładnie dni dziewięć. Kalkulacja owa dała o sobie znać przede wszystkim czytelnikom portali internetowych, które dokładnie o północy z 18 na 19 kwietnia zmieniły swoją szatę graficzną z monochromatycznej na kolorową. Kalkulacja.
Nieco inaczej jednak wyglądała Stolica w tym dniu. O ile spod Pałacu Prezydenckiego wywieziono kilka ton zniczy (a raczej tego co z nich zostało) to w całym mieście jeszcze czuć było nastrój smutku, powagi i zamyślenia. Idąc przez centrum Warszawy co krok człowiek napotykał symbole narodowej żałoby. Flagi z kirami nie zostały zdjęte. Pomniki otoczone były zniczami a w całym mieście dało się słyszeć dzwony kościołów wzywających wiernych na kolejny pogrzeb. Pogrzeby to coś co było bardzo widoczne w centrum miasta. Kilka ważnych osobistości chowanych tego samego dnia i o tej samej godzinie. W sumie Warszawa tego dnia odprawiła 12 pogrzebów, między innymi biskupa Tadeusza Płoskiego i prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Zablokowane drogi, policja i tłumy ludzi zmierzających z ostatnimi pożegnaniami do ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.
Nie obyło się jednak bez absurdalności jakich można doszukiwać się tylko w naszym narodzie. Pewna matka ustawiła się pod pałacem tuż przy zniczach, żałobnych wiązankach. Trzymała za ręce swoje dzieci i komenderowała osobie trzymającej wycelowany w tą niezwykłą rodzinę aparat. - Zrób jeszcze jedno, wystawię sobie na naszej klasie.

Warszawa

Warszawa

Warszawa

Mimo tego, że żałoba oficjalnie dobiegła końca, nikt nie kwapił się by zdejmować symbole

Warszawa

Tylko Nike trwa na swoim posterunku, niezależnie od społecznej pogody

Warszawa

Warszawa

Żałoba narodowa dobiegła końca, pora na sprzątanie oznak smutku. Tutaj księża uwijają się po pogrzebie biskupa polowego Tadeusza Płoskiego

Warszawa

Zamek Królewski i Kolumna Zygmunta widziały już wiele. Tego dnia stały się świadkami uroczystości pogrzebowych Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego

Warszawa

- Zrób jeszcze jedno, wstawię sobie na naszą klasę

Warszawa

Zniczy tego dnia było już niewiele, jednak cały teren przed prezydenckim pałacem pokryty był grubą i śliską warstwą zastygniętego wosku

Warszawa