●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą absurd. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2013

Dzień Nieposłuszności

Gdy tak sobie obejrzałem kilka filmików z "niepodległościowcami" niszczącymi miasto, samochody, znaki, kosze na śmieci, którzy wyrywają słupki podtrzymujące drzewa w poszukiwaniu broni i biegającymi w maskach rzucając czym popadnie we wszystko co popadnie... to jak dla mnie policja mogłaby śmiało z ostrej strzelać. Na pewno jak dla mnie mogliby śmiało użyć raz czy drugi więcej siły.

Tymczasem dzisiaj w radio słyszałem, że: "policja będzie stała w bocznych uliczkach aby nie prowokować". Paranoja. Osoby, które powinny mieć dobrą opinię, których pojawienie się na ulicy powinno gwarantować spokój i bezpieczeństwo musi się chować po bokach, aby nie "prowokować"? Nie dość, że sami sobie złą opinię robią to jeszcze na dokładkę stają się "prowokatorami" bójek?

Dzień Niepodległości zamienił się w Dzień Nieposłuszności.

6 października 2010

Zrób błąd

Dzisiaj wiele mówi się o błędach ortograficznych. A to, że społeczeństwo staje się coraz bardziej analfabetyczne, a to, że dzieci coraz częściej cierpią na dysleksję, czy dysortografię. Dzisiaj robienie błędów nie jest już nawet powodem do wstydu, po prostu ludzie wychodzą z założenia, że trzeba odpowiednio wcześniej się do tego przyznać a nikt nie dość, że się nie będzie dziwił, to jeszcze nie będzie próbował zwrócić uwagi.

Odkryłem za to dzisiaj istnienie wyrazu, w którym chyba nawet skrajny dysfunkcjonalista językowy nie jest w stanie zrobić błędu. Tym wyrazem jest: skarżypyta. Nie wierzycie? To spróbujcie napisać go z błędem. Czy ktoś ma jeszcze jakieś pomysły na wyrazy, w których nie można "strzelić orta"?

7 czerwca 2010

Rodzynki na jubileuszowym torcie

Trochę wspomnień, czyli krytycznie o zeszłorocznym 55-leciu Lubonia.


Organizacja uroczystości to wyzwanie wymagające nie tylko zmysłu taktycznego, ale też cierpliwości i pewnego rodzaju doskonałości. Nie chodzi bynajmniej tutaj o perwersyjny perfekcjonizm, ale na pewno o ten z pogranicza fanatyzmu. Każdy niuans uroczystości, który nie dopina się pod samą szyję, na przysłowiowy ostatni guzik będzie uwierał. Uwierał tym bardziej, im większy człowiek ma dystans do owego wydarzenia. Ja jako człowiek napływowy, przybysz z prowincji, z pogranicza Wielkopolski zdecydowanie mam dystans. Możliwe, że czasami zbyt duży, bo mieści w sobie sporą dozę sarkazmu.
Nie da się jednak inaczej ująć tego co zburzyło obraz idealnej rzeczywistości, która chyba jest założeniem kreacyjnym organizatorów wszelakich imprez masowych i mniej masowych. Napisanie artykułu, który ukazał się w poprzednim numerze Wieści Lubońskich to była niewątpliwa przyjemność, jednak niesforne palce chcą napisać więcej. Siódmego października, przez całe środowe popołudnie moje szare komórki rejestrowały stale narastający dysonans poznawczy. Impulsem była wypowiedź księdza proboszcza, który zasugerował, że 55 tegorocznych imprez jest czasem łaski, od Pana Boga, aby mieszkańcy mogli z tego czasu korzystać. Nie spodziewałem się, że Rada Miasta ma tak dobre układy z Górą. Rozumiem, że zaproszenie też zostało wysłane do administracji Nieba? Wydawać by się mogło, że łaska Pana Boga spłynęła na mieszkańców w olbrzymiej ilości, szczególnie na poczty sztandarowe nadzorowane przez dzieci i młodzież. Domyślny i inteligentny człowiek szybko dojdzie do takiego wniosku widząc kolejną zmianę warty w czasie godzinnej mszy. Wartownicy wynosili łaskę z kościoła, gdyż po oddaniu warty następcom udawali się po cichu za drzwi świątyni odprowadzani przez opiekunów. Przed kościołem zorganizowano punkt pierwszej pomocy medycznej dla dzieci i młodzieży, która obarczona ciężarem sztandaru i wspomagana duchotą kościoła była łatwym celem dla braci mroczków ocznych. Całe szczęście, że nikt nie zemdlał. Trudno jest zrozumieć zasadność wykorzystywania dzieci do ozdoby uroczystości w miejscach, które nie są dostosowane do tego, aby organizm takiego młodego człowieka mógł ową imprezę przetrwać w nienaruszonym stanie.
Czasy współczesne wprowadzają dodatkową zmienną do praktycznie każdej mszy świętej. Obok kościelnych organ pojawiają się coraz częściej inne instrumenty, najczęściej markowane przez firmę nokia. Ich brzęczące, piskliwe tony świetnie nadają wzniosłości każdej uroczystości. Tak przynajmniej myślą niektórzy uczestnicy wkładając włączony telefon do kieszeni i wyłączając go dopiero, gdy wyda z siebie przeraźliwe piski. Uwielbieniem należy natomiast otoczyć siedzącego na końcu kościoła starszego Pana, który do żony rzekł komentując nokiowego piskacza – Śmiechu warte. - To była słuszna puenta.
Może telefon miał zastąpić uroczystą oprawę mszy? Oprawę, w postaci choćby chóru. Takie głosy dało się słyszeć po mszy pośród chórzystów biorących udział w uroczystej sesji rady miasta, którzy stojąc przed budynkiem Gimnazjum nr 2 żalili się, że nikt ich na mszę nie zaprosił. Nic dziwnego, skoro zaproszono nawet przedstawicielkę telefonii komórkowej?
Uff. Krzesła przed kościołem uprzątnięto, poczty wyprowadzono, nikt nie zemdlał, więc nadeszła pora na kolejny punkt programu. Uroczyste złożenie kwiatów pod pomnikiem mającym kilka zabawnych nazw. Wypisane na piedestale pomnika Znicza Pamięci i Pokoju daty raczej nie symbolizują wydarzeń stricte pokojowych. Bo jakie wydarzenie miało miejsce w 1939 roku? Chyba, że uznać za nie podpisanie paktu o nieagresji między III Rzeszą a ZSRR? Przyjezdny i obdarzony wyjątkową ignorancją człowiek, który podobnie jak 54% mieszkańców Lubonia nie ma pojęcia, ile lat temu miasto powstało, może przypuszczać, że to daty ważne dla Miasta? Nie? No to ja nie mam pojęcia, jaki jest sens składania wiązanek pod pomnikiem tak uniwersalnym jak ów znicz, przez osoby, których personaliów nie można ustalić będąc biernym obserwatorem wydarzenia, nawet wtedy, gdy mieszka się tutaj od kilkunastu lat. Rozglądając się z nudów po placu wzrok jednak miał szansę przykuć artystyczny samochód Straży Miejskiej. Artyzm strażników polegał na pięknym malunku piaskowym na karoserii pojazdu, wyglądającego niczym rasowa terenówka. Narzekania jednak są nie na miejscu, przecież strażnicy pracują, więc nie jest istotne, czy to dzień powszedni, czy uroczystość nadania praw miejskich. Samochód ma pracować nie musi być czysty. No i samochód nie jest centralnym elementem uroczystości, w przeciwieństwie do uroczystej sesji i pokazanej na niej prezentacji multimedialnej. Wiele miesięcy pracy, wiele rąk ludzkich dało o sobie znać w myśl przysłowia: „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Brak pysznego kąska, albo może jeszcze lepszy w smaku zakalec ujawnił się sam. Merytoryczny błąd dotyczący liczby gmin ościennych Poznania, oraz fakt, że pod częścią zdjęć widniał podpis ich autora to rodzynki na jubileuszowym torcie niedoróbek.
Całe szczęście, że mniej więcej połowa miejsc w sali była pusta to i wstyd mniejszy. No i mniej chętnych na jubileuszowy tort i catering. Może i dobrze, bo gdy ogłoszono, że w sąsiadującej hali widowiskowo-sportowej rozpoczyna się spektakl, nie dało się zauważyć zainteresowania większego niż to, które wzbudziło jedzenie. Nic dziwnego, w końcu to głód wymaga zaspokojenia w pierwszej kolejności, co już dawno temu udowodnił pan Maslow.
Cudu natomiast dokonał burmistrz. Śmiem twierdzić, że posiada zdolność teleportowania się, gdyż w jednej chwili był jeszcze na uroczystej sesji rady a chwilę później witał już wszystkich zebranych w sali widowiskowo-sportowej.
Teatr Tańca nie akceptuje niedoróbek, i całe szczęście, bo pozwolił odetchnąć chwilę po wysiłku związanym z trawieniem „jubileuszowych rodzynek”. Szkoda tylko, że teatr gości tak rzadko, że nie nauczył publiczności aktywnego udziału w spektaklach i mimo usilnych prób nie udało się lubonian wciągnąć w aktywny udział w przedstawieniu. Mimo wciśnięcia w ręce kopert z napisem: „Użyj w odpowiednim momencie na znak Mistrza” mało kto wziął udział w licytacji prowadzonej przez Mistrza i praktycznie nikt nie skorzystał z zachęty do sprawdzenia ich zawartości. Znajdujące się wewnątrz serpentyny i konfetti, właśnie w tym momencie miały pofrunąć w powietrze tworząc jeden z wielu elementów zakończenia spektaklu.
Gwoli ścisłości. Uroczystości uważam za udane i doceniam wysiłek włożony w ich przygotowanie.

4 czerwca 2010

Słowo o wodzie

Ten rok pozostawi po sobie całe megabajty interesujących zapisków prasowych. Najpierw katastrofa, teraz powódź. Pierwsza tak duża od trzynastu lat. Ba, nawet większa niż w 1997 roku.

CBN na szczęście suchą stopą stoi, bo mimo, że Warta podchodzi pod Duże Miasto i Młodszego Brata to na szczęście więcej tutaj jest paniki, niż faktycznego zagrożenia.

Ale opowiedzmy zdjęciami.

Najpierw podróż na południe. Okolice zalanego Raciborza:


Przesuwamy się dalej na północ, aż do Wrocławia.





Powyższe zdjęcie zostało wykonane już właściwie za Wrocławiem. Wydawałoby się, że daleko od zagrożenia, jednak nic bardziej mylnego. Pracowali wszyscy, mężczyźni, kobiety; dorośli i dzieci.


Tymczasem 150 km dalej na północ, w Luboniu, pojawiły się oznaki paranoi. Domy przy tej ulicy znajdują się co najmniej 2 metry powyżej stanu Warty (w dniu, gdy przechodziła fala kulminacyjna). Panika spowodowała sporo szkodliwego zamieszania. Ludzie kradli worki z wałów przeciwpowodziowych, aby obłożyć sobie własne płoty. Jak widać na zdjęciu, niektóre konstrukcje były lekko absurdalne.


Nawet zwierzęta pilnowały rosnącej wody.


A wszystko spowodował ten mały strumyczek: Potok Junikowski. Tutaj zabrakło kilku centymetrów do zalania stacji ujęcia wody Aquanetu.


Niektórzy na szczęście zachowali stoicki spokój i postanowili... powędkować.

1 września 2009

16 stycznia 2009

Keywords z Google Analytics

Od jakiegoś czasu podłączyliśmy z ~M do niniejszego bloga Google Analytics. Otrzymujemy zatem informacje, skąd tutaj zaglądacie, jak często i czy jesteście lojalni. ;) Bez obaw - żadnych szczegółowych informacji nie widać - służy to raczej podliczaniu ilości wizyt.

Obok wielu różnych statystyk krojących bloga wzdłuż i wszerz na wszelkie możliwe sposoby, jedną z zakładek są tak zwane keywords, czyli słowa, po wpisaniu których w Google goście trafili właśnie tutaj. Trzeba przyznać, że przeglądanie tej listy dostarcza dużo zabawy. Oto kilka z nich (pisownia oryginalna):
  • ałtobus 159 czerniakowska
  • dom handlowy i biurowiec w jednym czerniakowska
Jakoś ta Czerniakowska się uczepiła bloga. Ciekawe dlaczego? Osobiście bardzo podoba mi się powyższa pisownia środka komunikacji miejskiej. ;)
  • eskorta vip
Ktoś chciał otrzymać informację o eskorcie dla swojej Bardzo Ważnej Osoby, pooglądał sobie nasze śliczne fotki ze Świnoujścia. ;)
  • jak ściągnąć sam w domu po raz trzeci
Ale po co ściągać po raz trzeci?
  • king cross poznań jakim autobusem
Kolejny "ałtobus". ;)
  • osoba pracująca w prosektorium
  • czuc obecnosc zmarlych
  • istnienie dusz
Bardzo mroczno i poważnie... ~M, uważaj z tymi reportażami. ;)

Ale najciekawsze jest:
  • petitki intercity
Nawet jakiś głodny podróżnik do nas trafił. :D

Zabójcza logika C2H5OH

- Szklanka wódki zabija 1000 komórek nerwowych. Człowiek może bez obawy o swoje zdrowie wypić 2 700000 szklanek wódki. Przeliczamy: 1 butelka (750 g) = 3 szklanki, zatem 2 700 000/3 = 900 000 butelek. Zakładając że maksymalny wiek przeciętnego alkoholika wynosi 55 lat, a zaczyna on pić, powiedzmy mając 15 lat, to mamy 40 lat stażu. Przeliczamy lata na dni: 40 * 365 = 14600 dni picia. Jeżeli możemy wypić 1 080 000 butelek bez obawy o nasze komórki nerwowe to: 900000/14600 = 62 butelki wódki dziennie. Wniosek: Aby umrzeć z braku komórek nerwowych musielibyśmy pić po 20 butelek wódki na śniadanie, 20 na obiad i 30 na kolację.
- A dlaczego na kolaję więcej niż na obiad?
- Bo od kolacji do śniadania mija zwykle ok. 12 godzin tj. tyle samo ile od śniadania do kolacji
- To dlaczego od śniadania do kolacji w sumie 40 butelek a od kolacji do śniadania tylko 30?
- Bo od śniadania do kolacji jest pod drodze jeszcze obiad, więc "podkład" jest lepszy
- Ale w nocy można spać
- ...właśnie! Więc nie ma czasu na wypicie "dodatkowych" 10 butelek!

17 grudnia 2008

Zdzichu i Bogdan w lesie

Zdzichu i Bogdan wybrali się do lasu. Pojechali na swojej kobyle bezimiennej. Chcieli zbierać grzyby, ale okazało się, że to kurde zima jest.
- Nie no Boguś, toć do licha ciężkiego śnieg sypie tej.
- Zdzisiek, nie wkurzaj mnie do jasnej anielki tej, toć przeca na grzyby żeśmy tu przyjecholi. Na darmo kobyle podkowy zdzieraliśmy? Nie ma bata, jakieś grzyby musimy znaleźć.
I znaleźli, takie na nóżce wąskiej z małymi kapelusikami. Uradownieni Bogdan i Zdzichu zaprzęgli kobyłę do niesienia koszy z grzybkami (bo grzyby to na pewno nie były) i powędrowali do chaty.
W domu zupę grzybową żonka Bogdana upichciła. Najadłszy się co niemiara polegli gdzie popadnie i poczęli śnić.
A sennowanie to było że hej, tej! Jeden śnił o krowie co ma sześć nóg i ogon niczym smok i pluje rtęcią, gdy się ją niechcący wystraszy. Drugi natomiast o pociągu śnił, pociągu, który porusza się kołami do góry, bo zamiast dachu ma tysiąc nóg przy każdym wagonie. Kółka wtedy mierzą kierunek i siłę wiatru.
Takie to były sny.
Rano chłopcy obudzili się i jęli drapać po głowach, po chwili zorientowali się, że drapią się nawzajem, więc zaczęli drapać swoje czupryny zastanawiając równocześnie co też to za grzyby były. Tej zagadki nie rozwiązali nigdy ani oni, ani Mulder i Scully.



Fotografia powstała w klubie "FotoMy", jak łatwo się domyślić po średniej wieku klubowiczów, historyjka została napisana specjalnie na potrzeby City by Night. Tak na prawdę chciałem jedynie pochwalić się co też dzisiaj na spotkaniu klubu robiliśmy. Jakby nie patrzeć jest to po części moja praca.

1 grudnia 2008

Gdy drogi się kończą

Nasza Polska pełna jest absurdów. Ostatnią rewelację odkryłem podczas podróży do centralnej Polski - do miasteczka położonego niedaleko Łodzi. Pominę milczeniem fakt leżące wszędzie butelki, co do których ukuliśmy teorię spiskową, że to listy wyrzucone z łodzi przez marynarzy. Pominę milczeniem fakt, że aby dojechać do tej mieściny w pewnym momencie musiałem przeciskać się między domkami w jakiejś wiosce a i to tylko dlatego, że do wyboru była jeszcze droga szutrowa. Dzisiaj pokażę Wam mistrzostwo świata zagospodarowania przestrzennego w kraju, w którym teoretycznie nie można chodzić po trawie.

Oto przejście dla pieszych w pobliżu szkoły.