●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

6 listopada 2009

Wystawa jedzie dalej

Zapraszam po raz kolejny
a wernisaż wystawy fotograficznej

"Dzieci jak Anioły"

Tym razem Poznań, ul. Cyniowa 11
w Domu Kultury "Stokrotka"

20 listopada, godzina 18.00

5 listopada 2009

Śnieg zaskoczył CBNowców

Stało się, po raz pierwszy w tym roku z nieba pofrunął biały puch. Puch a właściwie puszek. Nie zmienia to faktu, że skutecznie przykrył kawałek Dużego Miasta a jeszcze skuteczniej i prawie w całości moją Dzielnicę. No, pseduodzielnicę...
Tutaj pojawia się problem ustalenia pewnej nomenklatury na potrzeby bloga. Duże Miasto i Małe Miasto są już rozdzielone. Więc co ja mam pisać? Bękart?
Czekam na propozycje.

Jak widać już od rana służby porządkowe zabrały się do pracy.

Wiepofama na Jeżycach. Stary zakład jeszcze z poprzedniej rzeczywistości. Funkcjonuje do dzisiaj. Ciekawy przykład socjalistycznej architektury przemysłu lekkiego.

Dwa wieżowce, jeden już trochę się zestarzał, drugi nadaje Jeżycom nowoczesnego charakteru. W tym nowszym restauracja Omega, która od pierwszego kroku sprawia wrażenie eleganckiego miejsca biznesowych spotkań, jednak w smaku przypomina niedorobione żywienie studenckie z paczek. Bez użycia soli i pieprzu, ewentualnie bez silnego poczucia głodu nie odczuje się zadowolenia. Dalej za wieżowcami, poza granicą kadru Pasaż Jeżycki, w którym aktualnie mieści się biuro, gdzie pracuję. Niestety padła bateria.

29 października 2009

Piechotą do Czech

Tym razem ekipę CBN w powiększonym składzie wywiało do miejscowości Závada. Dosłownie wręcz, bowiem tym razem wybór środka lokomocji padł na nasze biedne stopy. Nie wnikam w szczegóły personalne uczestników wyprawy i pozostanę przy liczbie mnogiej. Nie myślcie sobie, żeśmy tak w bojach zaprawieni i postanowiliśmy pieszo z Wielkiego Miasta podążyć aż do naszych południowych sąsiadów. Trekking miał bowiem jakieś 3 km w obie strony :)
Misja nasza była bardzo ważna. Wręcz życiowa można powiedzieć. Udaliśmy się bowiem do obcego skądinąd kraju po trzy słoiki musztardy! Cóż za poświęcenie :)

W gościnnych fotowystępach wzięły udział Ania (12) i Ewa (11).

Kraina morawska powitała nas w przemiły sposób łącząc dwie polityczne epoki.

Jeden z moich ulubionych czeskich napisów. Gdyby nie jego lokalizacja, chyba mało kto by się domyślił co oznacza sam napis: "Pozor vlak".

W oczekiwaniu na pociąg. Niestety nie doczekaliśmy się. Po rozszyfrowaniu czeskiego rozkładu jazdy okazało się, że nadjedzie dopiero za 20 minut. Jakież było nasze zdziwienie, gdy szlabany zamknęły się po jakichś 5 minutach a torami przemknął "pośpiech".

Fot: Ewa

Polskie napisy po czeskiej stronie zachowały się na starych pomnikach. Tutaj postument przydrożnego krzyża.

"Do zobaczenia" - to jeden z wielu napisów w naszym ojczystym języku po stronie czeskiej. Po polskiej trudno znaleźć cokolwiek zapisanego po czesku. Ciekawa sytuacja. W tle te malutkie kominy to w rzeczywistości robiąca duże wrażenie i widoczna z daleka czeska elektrownia. Zlokalizowana przy granicy truje oczywiście Polaków.

Fot. Ania

Powrót, już po polskiej stronie. Autoprezentacja trekkingowców, jak widać ekipa była iście lotna. Słoneczko świeciło jakby listopad zamienił się co najmniej z kwietniem. Temperatura powietrza... chyba z 18 stopni. Krótki rękawek wskazany.