●●● Prędkość naszego życia zależy od zdolności w posługiwaniu się myszką

4 listopada 2008

Zbąszyń 1938

W wyniku akcji przesiedleńczej na dworzec w Zbąszyniu trafiło około 8 tysięcy
Żydów, którzy chcieli dostać się do Polski. Pałętające się wszędzie walizki,
czekający na pociąg w nieznane ludzie.
W tym klimacie była utrzymana wystawa fotografii pochodzących z tamtego okresu i z współczesnej Jerozolimy. Miejscem jej ekspozycji był właśnie zbąszyński dworzec i sklep należący do fundacji "Nasz Dom" (http://www.fundacjanaszdom.pl).
Więcej informacji o uroczystości znajdziecie pod adresem: http://www.zbaszyn1938.pl.
Niesamowitego klimatu dodawał człowiek przechadzający się po całym dworcu ze starą walizką. Ubrany w prochowiec i kapelusz jako żywo kojarzył się z wygnanym z własnego domu Żydem.







Stary dworzec jest przekształcony w tej chwili w fundacyjny sklep, w którym panuje niesamowity klimat niczym z flomarktu.

3 listopada 2008

Mglisty poranek

(Podkład muzyczny: Imogen Heap - Just For Now.)

Weekendowa pogoda była pełna niespodzianek. We Wszystkich Świętych - słoneczko delikatnie acz skutecznie rozgrzewało serducha. Ktoś znajomy dzisiaj stwierdził, że podoba mu się, że te święta straciły na swoim ponurym niegdyś nastroju gdy co roku było zimno a "w telewizji nic nie leciało". Wbrew pozorom to dość radosne święta - jedyny dzień w roku gdy spotyka się przy grobie nawet tą daleką rodzinę. Gdy standardowe pytania: "Co u ciebie?" przeplatają się z radośniejszymi wspomnieniami o Tych-Którzy-Odeszli oraz z cierpliwymi tłumaczeniami babci: "Wiesz wnusiu czyj to grób? To moja kuzynka od strony mamy z trzeciego małżeństwa wujka Czesia. Wiesz który to?" Nieśmiałe kiwnięcie głową...

Zasłyszane w telewizji: "według badań Polacy ze wszystkich świąt najbardziej cenią Wszystkich Świętych". Oj tak... Coś w tym jest...

I tu niespodzianka - z tego dnia zdjęć nie będzie.

Niedziela za to zupełnie inna. Pobudka w mleku - za oknami szaruga i mgła. Co jednak dziwne - nie taka zwyczajna - ponura. Wesoła mgła? Też nie. Jakaś taka otulająca. Rześka. Z jednej strony przyniosła zapowiedź całego mglistego w wydarzeniach dnia - zadawane w kółko pytanie - przyjadą goście czy nie przyjadą? (Nie przyjechali.) Z drugiej - nie pozwoliła się na tym za bardzo skupić.

Kilka fotek.






Miejsce gdzie rodzą się myśli i pomysły. Kawałek raju w środku wielkiego miasta. Jednocześnie ucieczka przed metropolią i jej nierozłączny fragment. Krok w jedną stronę - jesteśmy w Azylu, krok w drugą stronę - w słodkim szumie urbanizacji.




A na koniec - kolaż jesiennych kolorów. Jeden z dziwnych pomysłów, które krążą po głowie i zagłuszają krzykiem myśli tak długo, dopóki się ich nie zrealizuje. Może ktoś znajdzie więcej kolorów i zrobi podobny kolaż? A przede wszystkim - lepszy. :)
PS. Nagród nie będzie. ;)

Upside Down Dog

Wpis zainspirowany serwisem o tej samej nazwie. Niestety Zefira trudniej uchwycić w takiej pozycji. A i nie jest aż tak fotogeniczny jak psiaki na powyższej stronie.